Ciekawostki

Nie ucz mnie, czym jest poziom, tam, gdzie sama prosisz o miejsce — powiedziała Anna, zamykając teczkę Klary przed siostrą męża, a jej spokojne spojrzenie zatrzymało się na niej o sekundę dłużej, niż wymagała zwykła rozmowa…

Miska sałatki pozostała prawie pełna, choć niedzielny obiad u matki Markusa był przygotowany dla wszystkich. Anna stała przy czajniku i nalewała herbatę, gdy Klara, siostra jej męża, z niesmakiem odsu

Miska sałatki pozostała prawie pełna, choć niedzielny obiad u matki Markusa był przygotowany dla wszystkich. Anna stała przy czajniku i nalewała herbatę, gdy Klara, siostra jej męża, z niesmakiem odsunęła od siebie półmisek. Klara już trzeci raz tego wieczoru wspomniała o nowym płaszczu, drogim i, jak twierdziła, „z zupełnie innej półki”. Anna nie wdawała się w spór: ważniejsze było dla niej spokojne dokończenie rodzinnego obiadu niż udowadnianie komuś, kto wszystko mierzył cenami, że gust nie zawsze zależy od kosztu.

— Jesteś jednak zbyt prosta, Anno — powiedziała Klara, przyglądając się jej znad filiżanki. — Niby od dawna pracujesz w mieście, a rozumujesz tak, jakbyś wybierała na targu: byle solidne i bez przepłacania. Ludzie płacą za wrażenie, za otoczenie. Ale ty pewnie tego nie rozumiesz.

Anna postawiła przed nią filiżankę równo, nie rozlewając ani kropli. Miała ochotę zapytać, jakie dokładnie wrażenie robi człowiek, który podczas jednego obiadu trzy razy informuje rodzinę o cenie swojego płaszcza. Zauważyła jednak tylko, że zakup Klary rzeczywiście był udany: płaszcz zastępował jej zarówno status, jak i temat do rozmowy. Markus spuścił wzrok na talerz, a Klara od razu zwróciła się do matki, jakby szukała wsparcia.

— Mówię do niej normalnie, a ona koniecznie musi mnie ukłuć — poskarżyła się. — A w ogóle Anna pracuje gdzieś w kosmetologii i uznała, że wie wszystko o ludziach.

Anna nie zaczęła wyjaśniać, że klinika, w której pracowała, nie była „gdzieś”. Zajmowała się rekrutacją pracowników do nowego oddziału, prowadziła pierwsze rozmowy kwalifikacyjne i zbierała opinie specjalistów. Ostatnia teczka z kandydatami trafiała na biurko kierownika już z jej rekomendacją, a od tej rekomendacji zależało, kto zostanie zaproszony do zespołu. W rodzinie prawie o tym nie rozmawiano: Anna nie lubiła mieszać pracy z niedzielnymi obiadami.

Klara wiedziała jedynie, że w klinice pojawiło się kilka wakatów. Sama właśnie potrzebowała zatrudnienia: poprzednia praca się skończyła, a życie za pieniądze Markusa, jak to ujęła, „tymczasowo i z konieczności”, nie bardzo jej odpowiadało. Następnego dnia miała wyznaczoną rozmowę kwalifikacyjną. Przy stole Klara wspomniała o tym mimochodem, lecz od razu uważnie spojrzała na Annę.

— Możesz tam przecież powiedzieć kilka słów? — zapytała. — Nie załatwić mi pracy po znajomości, oczywiście. Po prostu wyjaśnić, że nie jestem przypadkową osobą. Mam dobry gust, umiem się zachować, z klientami znajdę wspólny język.

— W klinice nie patrzy się na to, kto jak trzyma filiżankę — odpowiedziała Anna. — Są wymagania dotyczące pracy, szkolenia, odpowiedzialności. Jeśli wszystko się zgadza, ocenią cię uczciwie.

Klara uśmiechnęła się kpiąco, jakby usłyszała naiwną frazę. Powiedziała, że o „uczciwości” zwykle mówią ci, którzy nie mają przydatnych znajomości, a Anna po prostu nie chce pomóc rodzinie. Potem dodała, że to stanowisko byłoby dla niej wygodne: porządna klinika, normalna pensja, zamożni pacjenci, a znajomi wreszcie przestaliby pytać, dlaczego wciąż szuka pracy. Anna usłyszała w tym nie chęć do pracy, lecz gotowy plan zdobycia wraz z posadą nowego szyldu dla własnego życia.

Wieczorem Klara wysłała Annie swoje CV. W wiadomości nie było ani prośby o sprawdzenie błędów, ani pytania o wymagania. Tylko krótki dopisek: „Mam nadzieję, że jutro nie będziemy musiały udawać, że jesteśmy sobie obce”. Anna przeczytała to dwa razy i odłożyła telefon. Nie zamierzała stać się dla Klary przepustką do gabinetu, w którym inni kandydaci musieli udowodnić, że naprawdę potrafią pracować.

Rano Klara pojawiła się w klinice przed wyznaczoną godziną. Miała na sobie ten sam płaszcz, a w rękach trzymała cienką teczkę z dokumentami. Przy recepcji zapytała administratorkę, gdzie odbywa się rozmowa, a kiedy zauważyła Annę na korytarzu, najpierw uśmiechnęła się z wyraźną ulgą.

— Widzisz, wszystko jest prostsze, niż wczoraj udawałaś — powiedziała Klara, podchodząc bliżej. — Zaprowadzisz mnie do osoby, która decyduje?

Anna nie odpowiedziała od razu. Wzięła od Klary teczkę, sprawdziła nazwisko na okładce i otworzyła drzwi do sali konferencyjnej. W środku na stole leżały już ankiety innych kandydatów, a obok czysta kartka na końcową rekomendację. Klara weszła pierwsza, nadal pewna, że rodzinna rozmowa pozostanie gdzieś za drzwiami.

— Nie ucz mnie poziomu tam, gdzie sama prosisz o pracę — powiedziała Anna, zamykając teczkę Klary przed siostrą męża, a jej spokojne spojrzenie zatrzymało się na niej o sekundę dłużej, niż wymagała zwykła rozmowa…

Klara powoli podniosła wzrok na Annę, a na jej twarzy najpierw pojawiło się zdumienie, a potem znajomy, drwiący uśmiech.

— Naprawdę postanowiłaś urządzić przedstawienie? — zapytała. — Przyszłam na rozmowę kwalifikacyjną, a nie wysłuchiwać żalów po obiedzie u mamy.

— W takim razie bez żalów — odpowiedziała Anna. — Usiądź. Rozmowa zaczyna się teraz.

Klara spojrzała na stół, na ankiety, na pustą kartkę obok nich. Potem przeniosła wzrok na drzwi, jakby oczekiwała, że za chwilę wejdzie ktoś ważniejszy i wyjaśni Annie, gdzie jest jej miejsce.

— Ty sama prowadzisz ze mną rozmowę?

— Pierwszą część prowadzę ja. Potem materiały trafiają do kierownika. Ale opinię o kandydatach również przygotowuję ja.

— Czyli jednak decydujesz.

— Odpowiadam za swoją pracę.

Klara zdjęła płaszcz, starannie powiesiła go na oparciu krzesła i usiadła naprzeciwko. Położyła dłonie na teczce, jakby przyszła nie prosić o posadę, lecz wybierać warunki.

— Dobrze, Anno. Zagrajmy według twoich zasad. Chociaż dziwne, że nagle jesteś tak zasadnicza właśnie wobec mnie. Każdemu innemu człowiekowi pewnie podpowiedziałabyś, jak najlepiej się zaprezentować.

— Mogę wyjaśnić wymagania. Robimy to dla wszystkich kandydatów.

— To wyjaśniaj.

Anna otworzyła CV. Było sporządzone starannie, bez wyraźnych błędów, ale krótkie. Klara wymieniła kilka miejsc pracy, w żadnym nie zatrzymując się na długo. Miała doświadczenie w kontaktach z klientami, ale nic nie potwierdzało jej gotowości do pracy z dokumentacją kliniki, grafikiem specjalistów, danymi osobowymi pacjentów i napiętymi sytuacjami przy recepcji.

Anna zapytała, dlaczego Klara odeszła z ostatniej pracy. Tamta odchyliła się na krześle.

— To była mała firma. Kierownictwo oszczędzało na wszystkim, klienci przychodzili z pretensjami, a odpowiadać musiałam ja. Szczerze mówiąc, to nie był mój poziom.

— A co robiłaś, kiedy klient był niezadowolony?

— Zależy z czego. Zwykle ludzie się uspokajają, kiedy rozumieją, że nie stoi przed nimi dziewczyna od biegania na posyłki.

— Załóżmy, że pacjent został zapisany do niewłaściwego specjalisty i dowiaduje się o tym dopiero w dniu wizyty. Ma ograniczony czas i jest zirytowany. Co robisz?

Klara wzruszyła ramionami.

— Najpierw ustaliłabym, kto popełnił błąd. Nie zamierzam brać na siebie cudzej winy.

— Pacjentowi to nie pomoże.

— Nie muszę być winna, żeby pomagać każdemu po kolei.

Anna zrobiła notatkę na kartce. Klara zauważyła ruch długopisu i zmarszczyła brwi.

— Naprawdę zapisujesz to przeciwko mnie?

— Zapisuję odpowiedzi.

— Bardzo wygodne. Wczoraj siedziałaś przy stole u mamy i milczałaś, a dziś postanowiłaś pokazać władzę.

— Wczoraj byłyśmy w domu Helen. Dziś jesteśmy w pracy.

— Nie oddzielaj jednego od drugiego, kiedy ci wygodnie. Doskonale rozumiesz, że liczyłam na wsparcie.

— Wsparcie nie oznacza gotowego wyniku.

Klara pochyliła się do przodu.

— Mogłaś po prostu powiedzieć kierownikowi, że jestem twoją krewną i że można na mnie liczyć. Markus nie odmówiłby ci takiej drobnostki, gdybyś go poprosiła.

— Markus nie ma nic wspólnego z rekrutacją.

— Za to ma coś wspólnego z tobą. I z tym, ile znaczysz w tej rodzinie.

Anna nie odpowiedziała na te słowa. Poprosiła Klarę o pokazanie dokumentów potwierdzających szkolenia, które wskazała w ankiecie. Klara wyjęła kilka kopii, położyła je na stole i powiedziała, że resztę w razie potrzeby dostarczy później.

— W przypadku tego wakatu dokumenty są potrzebne przed podjęciem decyzji — powiedziała Anna. — Trzeba też wypełnić zgodę na sprawdzenie referencji.

— Jakich referencji? Zamierzasz dzwonić do wszystkich, u których pracowałam?

— Tylko do tych, których sama wskazałaś.

— Rozumiesz chyba, że ludzie nie lubią, kiedy dzwoni się do nich rok po odejściu z pracy. Zwłaszcza jeśli rozstanie nie było idealne.

— Dlatego uprzedzamy o tym każdego kandydata.

Klara schowała dokumenty z powrotem do teczki.

— Wiesz co? Moim zdaniem po prostu szukasz powodu, żeby mnie nie przyjąć. Wczoraj nie spodobało ci się, że powiedziałam prawdę, a teraz postanowiłaś ukarać mnie pięknymi słowami o zasadach.

— Nie karzę cię. Sprawdzam, czy nadajesz się do tej pracy.

— A jeśli powiem, że bardzo potrzebuję tej pracy? To cokolwiek zmieni?

— Nie. Ale możesz przejść procedurę do końca.

Klara przez kilka sekund patrzyła na Annę, po czym gwałtownie zapięła teczkę.

— Nie będę już niczego wypełniać, dopóki nie porozmawiam z kimś, kto naprawdę podejmuje decyzje.

— Możesz poprosić o spotkanie z kierownikiem. Ale bez pełnego kompletu dokumentów kandydatura nie zostanie przekazana dalej.

— Zostanie, jeśli zechcesz.

— Nie.

Klara wstała tak szybko, że krzesło uderzyło o krawędź stołu. Włożyła płaszcz, nie dbając już o to, czy kołnierz leży równo.

— W takim razie nie udawaj, że chodzi ci o uczciwość. Po prostu cieszysz się, że możesz postawić mnie na miejscu.

— Nie stawiam cię na żadnym miejscu. Wyjście jest tam, gdzie wejście.

Klara wyszła z sali konferencyjnej bez pożegnania. Zatrzymała się przy recepcji, o coś zapytała administratorkę i po minucie wróciła. Wyglądała na opanowaną, ale jej głos stał się twardszy.

— Powiedziano mi, że bez twojej adnotacji teczka nie trafi do kierownika. Czyli jednak to od ciebie zależy.

— Ode mnie zależy, czy teczka spełnia wymagania.

— I uznałaś, że ich nie spełnia?

— Uznałam, że nie jest kompletna.

Klara zacisnęła usta.

— Dobrze. Wyślę wszystko pocztą elektroniczną. Tylko nie myśl, że będę ci wdzięczna za tę lekcję.

— Nie potrzebuję wdzięczności.

Tego samego wieczoru przyszły dokumenty. Klara jednak wypełniła zgodę i przesłała brakujące kopie, ale wiadomość składała się z jednego zdania: „Mam nadzieję, że osobista niechęć nie przeszkodzi ci w wypełnianiu obowiązków”. Anna nie odpowiedziała. Wprowadziła dokumenty do systemu, wysłała zapytania do wskazanych kontaktów i przygotowała krótką opinię bez ani jednego słowa o więzach rodzinnych.

Dwa dni później otrzymano odpowiedzi. Jeden z poprzednich pracodawców potwierdził, że Klara dobrze prezentowała się przed klientami i umiała szybko zjednywać sobie ludzi, lecz miała problemy z dokładnością w zapisach. Drugi przekazał, że odeszła sama po rozmowie dotyczącej powtarzających się spóźnień. Anna jeszcze raz przeczytała odpowiedzi, porównała je z wymaganiami stanowiska i odnotowała to, co mogła potwierdzić dokumentami.

Na kolejnym etapie Klara przyszła już bez płaszcza. Miała na sobie surowy kostium, a jej twarz wyrażała podkreślony spokój. Kierownik zadał jej kilka pytań o grafik, poufność i pracę z pacjentami. Anna siedziała z boku, robiła notatki i nie wtrącała się, dopóki nie poproszono jej o doprecyzowanie szczegółów dotyczących dokumentów.

Kiedy rozmowa zeszła na referencje, Klara od razu zrozumiała, skąd wzięły się pytania.

— Nie uważam za sprawiedliwe omawiania słów ludzi, którym opłacało się zrzucić na mnie własne błędy — powiedziała.

— Nie omawiamy osobistych relacji — odpowiedział kierownik. — Ustalamy, jakie doświadczenie pani zdobyła.

— Mam doświadczenie. I znacznie większe niż niektórzy, którzy pracują tutaj tylko dlatego, że w porę poznali właściwych ludzi.

Anna podniosła wzrok znad notatek. Klara patrzyła prosto na nią.

— Jeśli ma pani zastrzeżenia do procedury, może je pani przedstawić na piśmie — powiedziała Anna. — Ale teraz pytanie dotyczyło pani pracy.

— Oczywiście. Tutaj wszystko jest urządzone bardzo poprawnie.

Rozmowa zakończyła się wcześniej, niż planowano. Klarze przekazano, że decyzja przyjdzie pocztą elektroniczną po zakończeniu wszystkich spotkań. Wyszła, nie patrząc na Annę.

Wybrano innego kandydata: miał wymagane doświadczenie, pełny komplet dokumentów i dobre referencje. Klarze wysłano uprzejmą odmowę bez zbędnych wyjaśnień. Anna nie mogła zmienić tej decyzji i nie chciała jej zmieniać. Dopilnowała jedynie, by w odpowiedzi nie było niczego, co mogłoby wyglądać na osobisty przytyk.

Klara zadzwoniła do Markusa tego samego wieczoru. Anna przypadkiem usłyszała rozmowę: mąż stał w kuchni, a telefon leżał na stole obok niej.

— Ona zrobiła to specjalnie — mówiła Klara głośno. — Nie opowiadaj mi o doświadczeniu. Anna nastawiła tam wszystkich przeciwko mnie.

— Nie wiesz tego — powiedział Markus.

— Wiem, że siedziała na rozmowie. I wiem, że bez niej moje dokumenty nigdzie by nie trafiły.

— Dokumenty trafiły dalej.

— Bo musiała. Chciała wyglądać bez zarzutu.

Markus zamilkł.

— Klara, prosiłaś o pomoc w znalezieniu pracy. Anna dała ci możliwość przejścia rekrutacji na takich samych zasadach jak wszyscy.

— Jaka hojność. A teraz ty też będziesz udawał, że nic się nie stało?

— Nie będę udawał. Uważam, że powinnaś przestać oczekiwać, że bliscy naprawią każdą nieprzyjemną rozmowę.

— To znaczy, że w tym miesiącu też nie będzie pieniędzy?

Anna spojrzała na Markusa. Zmęczonym ruchem przetarł twarz, lecz nie ściszył głosu.

— Opłaciłem ci mieszkanie do końca miesiąca, tak jak obiecałem. Dalej nie będę przelewał ci pieniędzy tylko dlatego, że odrzucasz każdą pracę, która wydaje ci się niewystarczająco prestiżowa.

— Nie odrzucałam każdej pracy.

— Odeszłaś z dwóch miejsc, bo byli tam nie tacy ludzie i nie taki poziom. Teraz nie przeszłaś rekrutacji w klinice. To przykre, ale nie jest powód, by żądać ode mnie kolejnego miesiąca.

Klara zaczęła mówić szybciej, przerywając mu. Markus słuchał, nie spierając się z każdym zarzutem. Potem powiedział jedynie, że jest gotów pomóc jej sporządzić listę ofert pracy i opłacić dojazdy na rozmowy, ale nie będzie już pokrywał czynszu ani codziennych wydatków.

— Wybrałeś ją — rzuciła Klara.

— Wybrałem nie płacić za to, żebyś poniżała moją żonę i jednocześnie żądała od niej przysług.

Po tych słowach rozmowa się urwała. Markus położył telefon ekranem do dołu i długo patrzył przez okno.

— Znowu powie Helen, że to ja jestem wszystkiemu winna — powiedziała cicho Anna.

— Być może — odpowiedział. — Ale nie chcę już, żebyś za każdym razem milczała dla wygody Klary.

W niedzielę Helen zaprosiła ich na obiad. Anna początkowo chciała odmówić, ale Markus powiedział, że decyzja o tym, czy jechać, należy do niej. Przyjechała razem z nim. Klara już siedziała przy stole i przeglądała w telefonie ogłoszenia o pracę. Gdy weszli, nie przywitała się, tylko odsunęła filiżankę.

Helen próbowała porozmawiać o pogodzie, potem zapytała Klarę, jak idą poszukiwania. Tamta uśmiechnęła się krzywo.

— Teraz świetnie. Przynajmniej wiem, że mogę liczyć tylko na siebie.

Markus położył klucze na stole.

— Dobrze, żebyśmy wszyscy to wiedzieli.

Klara spojrzała na niego ostro, lecz nic nie odpowiedziała. Nie prosiła już Anny, by zadzwoniła do kogoś w klinice, nie wysyłała CV i nie mówiła o tym, jacy ludzie zasługują na dobre posady. Kilka tygodni później Helen mimochodem oznajmiła, że Klara znalazła pracę w niewielkiej firmie i sama opłaca mieszkanie.

Na kolejnym rodzinnym obiedzie Klara przyszła w prostym, ciemnym płaszczu i prawie nie mówiła o zakupach. Anna nalewała herbatę jak wtedy, lecz tym razem Klara sama wzięła swoją filiżankę ze stołu. Markus siedział obok żony, a przy stole wreszcie nikt nie musiał wyjaśniać ceny cudzej godności.

Nota redakcyjna: To opowiadanie jest fikcją stworzoną w celach rozrywkowych. Bohaterowie, imiona i przedstawione wydarzenia są fikcyjne. Wszelkie podobieństwo do prawdziwych osób lub sytuacji jest przypadkowe.

Może Cię zainteresować