Thomas postawił na podłodze w łazience plastikową miskę z roboczym ubraniem i przez kilka sekund patrzył na nią tak, jakby pojawiła się tam sama. Na ciemnych spodniach rozlała się stara plama oleju silnikowego, kurtka pachniała warsztatem. Jeszcze rano te ubrania leżały w zwykłym koszu, a wieczorem nie było w czym ich wyprać: Anna oddała swoją pralkę siostrze Emmie. Thomas sam na tym nalegał, kiedy Emma zadzwoniła i powiedziała, że jej stara pralka ostatecznie się zepsuła. Uważał, że Anna na razie bez problemu obejdzie się bez swojego sprzętu, a jego siostra pilnie potrzebuje pomocy.
— Naprawdę zamierzasz prać to ręcznie? — zapytał, kiwając głową w stronę miski.
Anna siedziała przy kuchennym stole z kubkiem herbaty i nie udawała, że nie rozumie pytania.
— A jakie mam inne wyjście?
— No, można było poczekać do weekendu. Albo kupić coś niedrogiego.
— Kupić możemy — odpowiedziała spokojnie. — Tylko dziś nie ma pralki w łazience. Za to Emma ją ma. Przecież powiedziałeś, że jej jest bardziej potrzebna.
Thomas skrzywił się. Gdy siostra poskarżyła się na awarię, rozmowa wydawała się prosta: Anna miała dobrą pralkę, Emma mieszkała sama i nie miała teraz pieniędzy na nową. Thomas obiecał, że sam przewiezie sprzęt, a Anna, po chwili milczenia, nie zaczęła się sprzeciwiać. Uznał, że sprawa jest zamknięta. Teraz jednak okazało się, że wraz z pralką z domu zniknęła praca, której wcześniej prawie nie zauważał: pranie roboczych ubrań, ręczników, pościeli i wszystkiego, co Anna wkładała, wyjmowała, suszyła i składała bez przypominania.
— Nie rób z normalnej pomocy dla mojej siostry problemu — powiedział Thomas. — Emma nie jest obcą osobą.
— Dla ciebie nie jest obca — odpowiedziała Anna. — Ale pralka była moja. I nie zapytałeś, jak zamierzam żyć bez niej.
— Pytałem. Po prostu nie urządziłaś awantury.
— Milczenie nie oznacza zgody.
Następnego wieczoru Thomas przyniósł z warsztatu kolejną koszulkę i rzucił ją na leżące już w wodzie spodnie. Anna spojrzała na stertę materiału, potem na niego.
— Uznałeś, że jednak to wypiorę?
— Myślałem, że wiesz, jak się to robi. Przecież zawsze wszystko ci się dopierało.
— Miałam pralkę.
— Anna, no nie bądź drobiazgowa. Naprawdę tak trudno ci raz pomóc?
Wstała, otworzyła szufladę przy zlewie i wyjęła szczotkę z twardym włosiem.
— Nietrudno. Namocz, wyszoruj plamę, potem wypłucz. Olej może nie zejść za pierwszym razem.
— Pracowałem cały dzień.
— Ja też pracowałam cały dzień. Potem wróciłam do domu i zobaczyłam, że teraz muszę prać w misce. To jakoś się nie liczy.
Thomas wziął szczotkę dwoma palcami, jakby była czymś obcym i nieprzyjemnym. Spróbował potrzeć plamę, ale po minucie wyprostował się i ze złością rzucił szczotkę z powrotem.
— To jest znęcanie się. W normalnej rodzinie ludzie nie liczą, kto co zrobił.
— Zgadza się — powiedziała Anna. — Dlatego ja też nie liczyłam, kiedy prałam twoje robocze ubrania.
Trzeciego dnia Thomas wrócił do domu później niż zwykle i od razu zapytał, dlaczego w łazience nie ma czystych ręczników. Anna odpowiedziała, że leżą w koszu: czeka, aż uzbiera się tyle rzeczy, by zawieźć pranie do Emmy. Thomas najpierw uznał, że żartuje, ale Anna zdążyła już spakować prześcieradła i kuchenne ręczniki do dużej torby.
— Nie pojedziesz przez całe miasto z powodu paru ręczników — powiedział.
— Dlaczego? Przecież pralka jest u twojej siostry.
— Nie po to, żebyś tam się rządziła.
— A po co? Żeby Emma prała tylko swoje rzeczy, a ja radziła sobie z miską?
Zmarszczył brwi. Pralki nie oddali Emmie na zawsze, przynajmniej tak Thomas mówił na początku. Ale nie zamierzał jej odbierać: siostrze było wygodnie, była wdzięczna, a kupno nowej oznaczało wydanie pieniędzy, których wolał nie ruszać. Poza tym Anna wcześniej radziła sobie ze wszystkim w domu. Thomasowi wydawało się rozsądne, że teraz również się dostosuje, byle nie robić niepotrzebnego hałasu.
— Emma ma małą łazienkę — powiedział. — I nie potrzebuje, żebyś woziła tam nasze pranie.
— To oddajmy moją pralkę do domu.
— Teraz byłoby to nieładne. Już jej obiecałem.
— A mnie co obiecałeś?
Thomas odwrócił wzrok i zamiast odpowiedzi zapytał, gdzie leży proszek. Uznał, że sam szybko sobie poradzi i zakończy ten spór czynem. Z łazienki niemal od razu dobiegł trzask drzwiczek szafki.
— Anna! Są tu trzy pojemniki. Który jest potrzebny?
— Przeczytaj etykiety.
— Na którym jest napisane, że do prania ręcznego?
— Na tym, na którym właśnie tak jest napisane.
— Bardzo śmieszne.
— Mnie też się podoba, kiedy w końcu czytasz to, co zazwyczaj czytam ja.
Po kilku minutach Thomas wyszedł z mokrymi rękami i wściekłą miną. Piana spływała po brzegu miski, a oleista plama na spodniach tylko rozeszła się bladym kręgiem.
— Nie dopiera się.
— Olej nie lubi, kiedy po prostu polewa się go wodą.
— I co teraz?
— Namaczać. Szorować szczotką. Potem jeszcze raz. W małej pralce było prościej.
— Czyli specjalnie postanowiłaś pokazać mi, jak ci ciężko?
Anna powoli wytarła ręce ręcznikiem. Nie potrzebowała, żeby Thomas bohatersko wyprał jedną parę spodni. Chciała, by przyznał prostą rzecz: nie można rozporządzać czymś, z czego druga osoba korzysta każdego dnia, a potem wymagać od niej dawnej wygody. Zaproponowała kupno niedrogiej pralki na raty albo odebranie swojego sprzętu od Emmy i pomoc w znalezieniu jej innego rozwiązania. Thomas odrzucił obie propozycje.
— Stawiasz mnie w niezręcznej sytuacji wobec siostry — powiedział. — Nie zadzwonię do Emmy i nie powiem, że zmieniliśmy zdanie.
— A mnie już postawiłeś w niezręcznej sytuacji. Bez pytania.
— W rodzinie wszystko jest wspólne. Nie można tak przywiązywać się do rzeczy.
Anna spojrzała w stronę przedpokoju, gdzie na półce stała zamknięta skrzynka z jego narzędziami. Nie dotknęła jej, nie zaczęła grozić ani wyliczać, ile razy Thomas traktował jej pracę jak coś oczywistego. Zamiast tego wróciła do łazienki, podniosła miskę z jego roboczym ubraniem i postawiła ją bliżej drzwi wejściowych. Na uchwycie miski zawiesiła worek z proszkiem i szczotką, po czym odwróciła się do Thomasa.
— Zawieź swoje robocze rzeczy do Emmy — skoro moja pralka jest teraz u niej…
Thomas spojrzał na miskę, potem na worek z proszkiem i szczotką.
— Mówisz poważnie?
— Jak najbardziej.
— Po zmianie mam jechać do Emmy z brudnymi spodniami?
— Albo prać tutaj ręcznie. Sam wybierasz.
Gwałtownie chwycił miskę. Woda chlusnęła na podłogę, kilka kropli spadło na buty. Thomas zaklął, postawił miskę z powrotem i wyjął telefon.
— Zaraz do niej zadzwonię. Ona wcale nie ma obowiązku zajmować się naszym praniem.
— Nie mówiłam, że ma taki obowiązek. To ty powiedziałeś, że pralka jest teraz u niej. Zaproponowałam korzystanie z tego, co zorganizowałeś.
Thomas wybrał numer прямо w przedpokoju. Anna słyszała tylko jego część rozmowy.
— Emma, cześć. Tak, wszystko w porządku. Słuchaj, można tam wyprać jedną rzecz? Nie, nie twoje pranie teraz… Moje robocze ubranie. Co znaczy — lepiej w weekend? Rozumiem.
Rozłączył się i rzucił telefon na szafkę.
— Ona już robi pranie.
— To znaczy, że trzeba będzie poczekać.
— Bardzo wygodnie to sobie wymyśliłaś.
— To nie ja wywiozłam pralkę z domu.
Thomas nie odpowiedział. Znowu wziął szczotkę, nalał wody do miski i długo męczył się ze spodniami. Plama zrobiła się jaśniejsza, ale materiał wokół niej pokrył się szarymi zaciekami. Po pół godzinie zostawił wszystko w łazience i poszedł do kuchni.
— Jutro kupimy nową — powiedział. — Najprostszą. I skończymy ten spektakl.
Anna podniosła na niego wzrok.
— Kupimy — dobrze. Tylko nie „my” w takim sensie, że ty wybierzesz, a ja zapłacę. Pralka jest potrzebna mnie i zarejestruję ją na siebie.
— Jeszcze czego. Mamy wspólny dom i wspólne wydatki.
— Kiedy chciałeś oddać mój sprzęt, on też nagle stał się wspólny. A decyzję i tak podjąłeś ty.
— Nie zaczynaj znowu.
— Nie zaczynam. Wyjaśniam, jak będzie dalej.
Następnego ranka Anna wyszła do pracy wcześniej. Wcześniej postawiła przy drzwiach dużą torbę z pościelą, ręcznikami i ubraniami. Na kartce przyklejonej do uchwytu było napisane: „Pralnia. Odebrać po szóstej”.
Thomas przeczytał kartkę, kiedy szykował się do wyjścia. Zadzwonił do Anny.
— Co, postanowiłaś zanieść wszystko do pralni?
— Tak.
— Przecież tam trzeba płacić.
— Trzeba.
— I kto zapłaci?
— Na razie ja. Zachowuję paragony.
— Po co?
— Żeby potem nie kłócić się o to, ile kosztuje brak pralki w mieszkaniu.
Milczał chwilę, a potem powiedział, że Anna zachowuje się jak księgowa, a nie jak żona. Odpowiedziała, że wcześniej nazywał pranie drobiazgiem, więc teraz ten drobiazg będzie miał cenę, czas i rachunki.
Wieczorem Thomas nie zawiózł torby. Stała przy drzwiach aż do następnego ranka. Anna o nic nie zapytała. Wyjęła z torby tylko swoje rzeczy i ręczniki, a jego robocze ubranie, koszulki i skarpety zostawiła na miejscu.
Trzeciego dnia Thomas odkrył, że nie ma czystej roboczej koszuli. W łazience nadal stała miska z niedopranymi spodniami, a w koszu leżały dwie pary skarpet i koszulka. Otworzył szafę Anny, ale wisiały w niej tylko jej ubrania.
— Specjalnie wszystko podzieliłaś? — zapytał wieczorem.
— Zabrałam swoje rzeczy do pralni.
— A moje?
— Twoje zostały tam, gdzie je zostawiłeś.
— To przedszkole.
— Nie. Przedszkole to uważać, że druga osoba ma obowiązek rozwiązywać twój problem, bo wcześniej po cichu go rozwiązywała.
Thomas usiadł przy stole i z irytacją spojrzał na chleb, ser i pokrojone warzywa. Anna przygotowała kolację dla dwojga, jak zwykle. Zauważył to i uśmiechnął się kpiąco.
— Jedzenie jednak nadal robisz.
— Gotuję, bo sama chcę jeść. A twojego roboczego ubrania nie noszę ani nie pracuję w twoim warsztacie.
Odsunął talerz.
— Postanowiłaś podzielić dom na dwie połowy?
— Postanowiłam nie brać na siebie tego, co uważasz za nieważne, dopóki nie mam nawet własnej pralki.
W sobotę Thomas mimo wszystko zawiózł robocze ubranie do Emmy. Przyjechał bez uprzedzenia, z tą samą miską w bagażniku i workiem proszku. Emma nie od razu otworzyła drzwi. Za jej plecami słychać było szum pralki.
— Co przywiozłeś? — zapytała.
— Trzeba wyprać. Anna urządziła w domu przedstawienie.
Emma spojrzała na miskę.
— Thomas, mam teraz pełen bęben. I mam inny proszek.
— Jaka różnica, proszek jest.
— Różnica jest taka, że nie mogę prać oleju razem z pościelą.
— To po swoim praniu włącz następną.
Emma zmarszczyła brwi.
— Przywiozłeś tu pralkę Anny, żebym prała twoje robocze ubrania?
— Przywiozłem ją, bo twoja się zepsuła.
— Powiedziałeś, że Anna nie ma nic przeciwko.
— Na początku nie protestowała.
— To nie jest to samo.
Thomas postawił miskę na podłodze przy drzwiach.
— Zaczyna się. Teraz ty też będziesz mi prawić kazania?
— Nie prawię. Pytam, kiedy zamierzasz rozwiązać sprawę z pralką.
— Kiedy będę mógł.
— A Anna do tego czasu ma chodzić do pralni?
— Sama postanowiła tam chodzić.
Emma zmęczona wypuściła powietrze. Potrzebowała sprzętu i Thomas to widział: w łazience stały dwa kosze, na suszarce wisiały ręczniki, a obok zlewu leżało złożone pranie. Ale w jej głosie nie było wdzięczności, na którą liczył.
— Zostaw ubranie — powiedziała. — Wieczorem wypiorę je osobno. Ale dalej tak nie może być.
— Może.
— Nie. Mnie jest niewygodnie, Annie jest niewygodnie, a ty udajesz, że to wszystko cudze zachcianki.
Zabrał miskę i odszedł. W samochodzie Thomas długo siedział, nie uruchamiając silnika. Potem pojechał nie do domu, lecz do pralni przy centrum handlowym. Tam wyjaśniono mu, jaki program wybrać do roboczych ubrań i dlaczego rzeczy z olejem przyjmują osobno. Zapłacił za jedno pranie więcej, niż się spodziewał, i musiał czekać prawie godzinę.
Kiedy wrócił, Anna była już w domu. Czyste spodnie wisiały na składanej suszarce w przedpokoju. Thomas położył paragon na stole.
— Zadowolona?
— Nie — odpowiedziała Anna. — Nie chciałam, żebyś spędzał wieczór w pralni. Chciałam, żebyś przestał decydować za mnie.
— Nie zawiozę pralki z powrotem Emmie.
— To kup jej inną. Albo pomóż wybrać używaną. Ale moją oddaj do domu.
— Myślisz, że to takie proste?
— Nie. Dlatego proponowałam kupić niedrogą na raty, zanim zacząłeś nosić miskę.
Następnego dnia Thomas zadzwonił do sklepu. Długo irytował się cenami, warunkami dostawy i tym, że za podłączenie trzeba płacić osobno. Potem zadzwonił do Emmy i powiedział, że znalazł opcję płatności w ratach. Nie zaczęła mu od razu dziękować.
— Najpierw porozmawiaj z Anną — powiedziała Emma. — Oddam pralkę, kiedy ona powie, kiedy po nią przyjechać.
Thomas chciał zaprotestować, ale tego nie zrobił. Wieczorem zastał Annę przy stole z telefonem i kilkoma paragonami z pralni.
— Załatwiłem Emmie pralkę — powiedział. — Dostarczą ją w czwartek.
Anna kiwnęła głową.
— Dobrze.
— I tego samego dnia odbierzemy swoją.
— Odbierzemy.
— Tylko potem bez tych list i podzielonych koszy.
Anna włożyła paragony do koperty.
— Kosze będą wspólne, kiedy decyzje też będą wspólne.
— Czyli nadal mnie karzesz?
— Nie. Z góry mówię, jak nie wolno mnie traktować.
Thomas skrzywił się, ale nie zaczął się kłócić. W czwartek sam pojechał do Emmy, żeby przyjąć dostawę. We dwoje wynieśli starą pralkę z łazienki i załadowali ją do samochodu. Emma pomagała w milczeniu, a potem jednak powiedziała:
— Zadzwoń do Anny. Nie pisz. Po prostu powiedz, że wszystko gotowe.
Kiwnął głową.
W domu pralka znów zajęła swoje miejsce przy ścianie w łazience. Anna przetarła pokrywę, sprawdziła wąż i uruchomiła krótki program bez prania. Thomas stał w drzwiach z koszem swoich roboczych ubrań.
— Mam sam je załadować? — zapytał.
— Tak. Pokażę ci, który przycisk nacisnąć.
Postawił kosz na podłodze i po raz pierwszy nie czekał, aż Anna odbierze go z jego rąk.
W łazience zaczęła pracować pralka. Anna zamknęła drzwiczki szafki z proszkiem, a Thomas przeczytał na pojemniku potrzebny napis bez pytań.




