Premierowy odcinek 32. edycji “Tańca z Gwiazdami” przyciągnął uwagę widzów nie tylko efektownymi choreografiami, ale też błędem, który pojawił się w napisach końcowych. Polskie gwiazdy i ich partnerzy zatańczyli do włoskich przebojów w towarzystwie orkiestry Tomasza Szymusia, a po ogłoszeniu, że żadna para nie odpada w pierwszym odcinku, na ekranie pojawiły się napisy z nazwiskami ekipy. Właśnie tam ktoś czujny wychwycił coś, co nie powinno było się zdarzyć.
Muzyk Kamil Barański zwrócił uwagę produkcji za pośrednictwem Facebooka, wskazując na błąd w nazwisku jednego z trębaczy orkiestry. “Kochana produkcjo »Tańca z gwiazdami«, czas nauczyć się nazwisk waszych nowych młodych trębaczy – Szymon Gwóźdź, nie Gwóźć” – napisał wprost. Literówka była prosta, ale dotkliwa, bo dotyczyła konkretnej osoby pracującej przy programie. W napisach końcowych pojawił się zapis “Gwóźć” zamiast poprawnego “Gwóźdź”.
Błąd w nazwisku szybko przykuł uwagę komentujących, jednak to nie on stał się głównym tematem rozmów pod postem Barańskiego. Internautów znacznie bardziej rozbawiło inne sformułowanie z napisów – instrumenty perkusyjne, na których gra Patryk Zakrzewski, zostały tam określone mianem “perkaszynów”. Technicznie rzecz biorąc, nie jest to nazwa błędna – to archaiczne spolszczenie funkcjonuje w języku polskim – jednak we współczesnym użyciu praktycznie się jej nie stosuje. Standardowo mówi się “instrumenty perkusyjne” lub “perkusjonalia”, więc wybór tego konkretnego słowa wywołał niemałą wesołość.
Komentarze pod postem szybko zapełniły się żartami. “Perkaszyny mnie zmiotły z planszy!”, “No i hasło w krzyżówce – specjalne tory dla ziemniaków (po staropolsku): perkaszyny”, “Perkaszyny – szyny Perka? Kim był Perek, jak gra się na szynach?” – pisali rozbawieni użytkownicy Facebooka. Pojawiły się też komentarze w stylu “Patryk pewnie nawet nie wiedział, że gra na perkaszynach” oraz zapowiedzi, że niedługo w napisach pojawi się “Muzykanty w składzie”. Słowo “perkaszyny” stało się dla wielu internautów symbolem językowej osobliwości, która wyrwała się z zupełnie nieoczekiwanego miejsca.
Wpadka w napisach końcowych wpisuje się w szerszy kontekst zmian, jakie zaszły w orkiestrze “Tańca z Gwiazdami” przed startem 32. edycji. Jeszcze zanim program wrócił na antenę, sprawę nagłośnił muzyk Mariusz Mielczarek, który poinformował na Facebooku, że on i część jego kolegów stracili pracę przy produkcji. Według jego relacji, decyzję o zwolnieniu zakomunikował im kierownik muzyczny, a powodem miał być wiek muzyków. “Parę dni temu zostaliśmy zwolnieni z pracy w orkiestrze »Tańca z gwiazdami« ze względu na wiek. Decyzję tę zakomunikował nam nasz kierownik muzyczny, a decyzję tę podjęli nowi producenci programu. Uważamy, że to jest nieuczciwe i chyba trochę niezgodne z prawem – tego nie wiem, ale informuję, że takie praktyki już mają miejsce” – napisał Mielczarek.
Produkcja zareagowała na te doniesienia dwa dni później, wydając oświadczenie przesłane do redakcji Pudelka. Wyjaśniono w nim, że każda edycja “Tańca z Gwiazdami” jest przygotowywana indywidualnie, a dobór współpracowników odbywa się przed każdym sezonem i uwzględnia zarówno koncepcję artystyczną, jak i potrzeby produkcyjne. Produkcja stanowczo zaprzeczyła, jakoby decyzja dotycząca udziału Mariusza Mielczarka miała cokolwiek wspólnego z jego wiekiem, określając całą sytuację jako nieporozumienie. Obie strony przedstawiły odmienne wersje wydarzeń i na tym etapie żadna z nich nie została ostatecznie zweryfikowana.
Premierowy odcinek nowej edycji show-biznesowego hitu Polsatu przyniósł więc nie tylko emocje z parkietu, ale też kilka tematów, które żyją własnym życiem poza anteną. Błąd w nazwisku muzyka i archaiczne “perkaszyny” w napisach końcowych to drobnostki, które w normalnych okolicznościach przeszłyby niezauważone – tym razem jednak trafiły na czujnych obserwatorów, a sprawa szybko rozeszła się po mediach społecznościowych. Produkcja jak dotąd nie odniosła się publicznie do samej wpadki w napisach.




