Gwiazdy i show-biznes

Andrzej Piaseczny o muzyce, Opolu i życiu z dala od medialnego zgiełku

Andrzej Piaseczny w rozmowie dla „Tygodnika Program” wrócił do swoich scenicznych początków, opowiedział o emocjach związanych z debiutem w Opolu i wyjaśnił, dlaczego mimo wielu telewizyjnych oraz aktorskich doświadczeń najbliższy pozostaje mu moment tworzenia piosenek. Polski piosenkarz podkreślił, że muzyka nadal stanowi dla niego najważniejszą przestrzeń zawodową i osobistą.

Artysta, znany również jako „Piasek”, ma na koncie działalność w zespole Mafia, rozbudowaną karierę solową, role w serialach i filmach oraz współpracę między innymi z Sewerynem Krajewskim i Stanisławem Sojką. Występował też w największych polskich programach rozrywkowych jako juror i trener. Jego dorobek obejmuje takie utwory jak „Budzikom śmierć”, „Prawie do nieba”, „Mocniej” oraz „Chodź, przytul, przebacz”. Wśród otrzymanych przez niego wyróżnień znalazły się cztery Superjedynki, Wiktor, Fryderyk, Telekamera i Eska Music Award.

Piaseczny przyznał, że zainteresowanie śpiewaniem pojawiło się u niego już w dzieciństwie, gdy działał w szkolnym zespole Cavatina. Wcześniej miał jednak także typowe dla dziecka wyobrażenia o przyszłości. „Najpierw oczywiście chciałem być strażakiem. Później złodziejem” – powiedział z humorem, nawiązując do podglądania serialu „Kojak”, oglądanego przez rodziców.

Z czasem muzyka stała się jego najważniejszym wyborem. „Muzyka to mój ogień i moje życie, nie tylko zawodowe” – zaznaczył wokalista. Dodał przy tym, że wraz z upływem lat chce poświęcać więcej czasu także innym pasjom, choć nie traktuje wieku jako szczególnego punktu odniesienia.

Jednym z przełomowych doświadczeń w jego karierze był udział w koncercie „Debiuty” podczas Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu w 1992 roku. Piaseczny wspomina ten moment jako połączenie zachwytu i stresu związanego z pierwszym występem na tak dużej scenie. Za kulisami doszło wtedy do sytuacji, która mocno wpłynęła na jego samopoczucie przed wejściem przed publiczność.

Większość uczestników miała śpiewać z big bandem, a podczas festiwalowych warsztatów orkiestra przygotowywała kolejne piosenki. Artysta dysponował jednak wcześniej przygotowanym półplaybackiem studyjnym. Gdy usłyszał aranżację opracowaną dla jego utworu, okazało się, że znacząco różni się od tego, czego się spodziewał. Jak relacjonował, zareagował bardzo emocjonalnie i ostatecznie zgodzono się, by wystąpił z własnym półplaybackiem.

Piaseczny ocenił po latach, że jego reakcja mogła przekreślić szanse na znalezienie się wśród laureatów. Nie twierdzi jednak, że należała mu się nagroda. „Śpiewałem wtedy mocno tak sobie” – stwierdził. Dziś prawdopodobnie zachowałby się inaczej, ale nie żałuje tamtej sytuacji. To jeden z obrazów, które nadal pamięta z początku swojej drogi w show-biznesie Polska.

Choć publiczność zna go także z telewizji i ekranowych ról, polski piosenkarz nie ma wątpliwości, co daje mu największą satysfakcję. Najważniejsza jest chwila, w której powstaje nowa muzyka, niezależnie od tego, czy chodzi o przygotowania do koncertu, czy pracę nad nagraniami. Opisał ją jako wewnętrzny impuls, który potrafi nie pozwolić zasnąć albo obudzić nad ranem.

„Właśnie teraz przeżywam coś takiego” – powiedział Piaseczny, nie ujawniając szczegółów nowego materiału. Z jego słów wynika, że twórczy proces pozostaje dla niego ważniejszy niż nawet najbardziej przyjemne zadania poza studiem i sceną.

W rozmowie pojawił się też temat książki „Piasek. O sobie samym”, wydanej w 1998 roku w formie wywiadu-rzeki. Artysta miał wtedy 27 lat. Z obecnej perspektywy nie jest przekonany, czy biografie powinny powstawać tak wcześnie. Uważa, że opowiadanie własnego życia może wiązać się z koloryzowaniem rzeczywistości.

Piaseczny przyznał, że jego losy zawierały zwroty, które mogłyby zainteresować zarówno odbiorców plotki o gwiazdach, jak i kolorową prasę. Jednocześnie wyraźnie zaznaczył, że nie szuka codziennego zainteresowania swoją osobą. „Daleko mi do ścianek i rautów” – powiedział. Dla artysty ważniejsze od medialnych burz jest samo przeżywanie życia.

Wokalista odniósł się również do wiary. Brał udział w nagraniu albumu „Słowa” z piosenkami skomponowanymi do wierszy Jana Pawła II, a później wraz ze Stanisławem Sojką stworzył płytę „W blasku światła”, inspirowaną poematami Karola Wojtyły. Piaseczny podkreślił, że w wierze najistotniejsza jest dla niego idea nieskończonej miłości Boga, a nie ocena ludzi tworzących kościelną hierarchię.

Szczególne miejsce w jego twórczości zajmuje też piosenka „Ania” z 2022 roku, wykorzystana w filmie dokumentalnym o Annie Przybylskiej. Piaseczny i Przybylska przez lata występowali razem w serialu „Złotopolscy”. Muzyk nazwał utwór bardzo ważnym i wspomniał, że wcześniej podczas koncertów, śpiewając „Złoty środek” związany z serialem, symbolicznie patrzył w górę, pamiętając o nieżyjącej aktorce.

Może Cię zainteresować