Film i seriale

Agata Kulesza o starzeniu i roli w „Czasie, który nie nadszedł”: „Nie lubię plastikowego świata”

Agata Kulesza wciela się w Sarę, która nie chce podporządkować się kultowi młodości w futurystycznym filmie Julii Rogowskiej „Czas, który nie nadszedł”. W rozmowie z Interią Film aktorka opowiedziała o pracy nad rolą, siwych włosach i własnym podejściu do przemijania. Przyznała, że akceptacja wyglądu jest dla niej procesem, ale nie chce udawać, że czas się zatrzymał.

Film Rogowskiej, który w tym roku walczy o Złotego Lwa na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni, przedstawia świat, w którym starość stała się społecznym tabu. Ludzie mogą poddać się kuracji odmładzającej i zatrzymać proces starzenia. Sara, bohaterka grana przez Kuleszę, wybiera naturalny bieg życia. Jej partner podejmuje inną decyzję: korzysta z kuracji, a następnie rozstaje się z ukochaną.

To właśnie refleksyjny charakter projektu przekonał aktorkę do udziału. W wywiadzie przeprowadzonym przez Artura Zaborskiego Kulesza wspominała, że po pierwszej rozmowie z reżyserką była zachwycona i chętnie zgodziła się wystąpić w jej filmie. Interesuje ją, jak młodzi twórcy opowiadają o świecie, a scenariusz przyciągnął ją spotkaniem z prawdą o ludzkim doświadczeniu. Początkowo zastanawiała się, czy nie jest na tę rolę za młoda. Ostatecznie uznała, że konfrontacja z tematem starzenia jest jej potrzebna.

Kulesza zwróciła uwagę, że aplikacje pozwalają kreować wizerunek osób wiecznie młodych i pozbawionych zmarszczek. Jej zdaniem taki obraz może utrudniać oswojenie się z prawdziwym wyglądem. Aktorka powiedziała, że nie boi się starości i jest z nią pogodzona, choć nadal pracuje nad samoakceptacją. Jak podkreśliła, nie chce udawać, że czas nie płynie, ani rezygnować z radości życia z powodu lęku przed tym, co przyniesie przyszłość.

„Nie lubię plastikowego, płaskiego świata” — mówiła w rozmowie z Interią Film. Kulesza ceni opowieści, w których człowiek pokazany jest w pełni, ze smutkami, problemami, radościami i refleksją. Właśnie taki wymiar dostrzegła w filmie Rogowskiej. Historia Sary ma skłaniać do zastanowienia się nad wyborami bohaterów, a nie tylko przedstawiać futurystyczną wizję kuracji odmładzającej.

W świecie przedstawionym w filmie decyzja o zatrzymaniu starzenia ma wysoką cenę: osoby, które z niej korzystają, umierają w okolicach 70. roku życia. Ci, którzy wybierają naturalny proces, zostają odsunięci od społeczeństwa i zamknięci w gettach. Sara ucieka z takiego miejsca, szukając przestrzeni, w której jej dojrzałość nie będzie powodem odrzucenia. Kulesza podkreślała, że sama musiała zmierzyć się z emocjami związanymi z tym tematem.

Aktorka mówiła też o różnicy między tym, jak postrzegała swój wygląd kilka lat temu, a jak ocenia go teraz. Zauważyła, że trzy lata wcześniej narzekała, oglądając zdjęcia, które dziś wydają jej się udane. Chciałaby przenieść tę perspektywę na obecny moment i pamiętać, że za jakiś czas może patrzeć na dzisiejsze fotografie z większą życzliwością.

Nie należy do osób, które regularnie oglądają własne filmy. Zwykle robi to raz, podczas premiery, i nie urządza później rodzinnych seansów ze swoim udziałem. Wspomniała jedynie, że czasem wraca do programu, w którym tańczyła, gdy ma gorszy nastrój. Jej rodzice, jak mówiła, chętnie oglądają filmy z jej udziałem więcej niż raz.

W „Czasie, który nie nadszedł” Kulesza pojawia się w siwej peruce. Za charakteryzację odpowiadała Dominika Dylewska, która przekonała aktorkę do tego rozwiązania, ponieważ farbowanie włosów nie wchodziło w grę. Kulesza przyznała, że choć wiedziała, czego się spodziewać, z czasem zaczęła utożsamiać się z Sarą i dziwnie czuła się, zdejmując perukę. Rola pozwoliła jej przyjrzeć się starości nie tylko jako filmowemu tematowi, lecz także osobistej perspektywie.

Może Cię zainteresować