Maciej Wilewski, aktor znany widzom z serialu „Plebania”, opowiedział w „Dzień Dobry TVN” o dwóch okresach, które szczególnie mocno wpłynęły na jego życie. Wspomniał o poważnej chorobie, rozwodzie i sądowej sprawie dotyczącej dziecka, a także o czasie pandemii, kiedy ograniczenie działalności artystycznej sprawiło, że został bez planu na dalsze życie. Dziś część swoich doświadczeń wykorzystuje w stand-upie.
Wilewski jest polskim aktorem filmowym, telewizyjnym i teatralnym. Na ekranie pojawił się już w latach 90., między innymi w filmie „Demony wojny wg Goi”. Później występował w takich produkcjach jak „Dzień świra”, „Pitbull”, „Chopin. Pragnienie miłości”, „Tam i z powrotem” oraz „Hans Kloss. Stawka większa niż śmierć”. Jedną z jego najbardziej rozpoznawalnych ról pozostaje „Osa” z serialu „Plebania”.
Aktor grał także w popularnych serialach, wśród nich w „Na Wspólnej”, „Pierwszej miłości”, „Ojcu Mateuszu”, „Barwach szczęścia” i „Komisarzu Aleksie”. Od 2022 roku występuje również w „Klanie” jako Radosław Skoczek, sąsiad Pawła Lubicza. W ostatnich latach pozostaje aktywny zawodowo: gra w spektaklach, rozwija się w stand-upie i pracuje nad książką.
W rozmowie z „Dzień Dobry TVN” Wilewski wrócił do wydarzeń, które umiejscowił w okolicach 2015 roku. Jak opowiadał, wcześniej zachorował na „dość poważną chorobę”. Później doszły rozwód i sprawa sądowa dotycząca dziecka. Aktor nie rozwijał szczegółów tych doświadczeń, ale przyznał, że ich nagromadzenie mocno odbiło się na jego samopoczuciu.
„Miałem dwa takie momenty, kiedy to życie się złamało na pół. Pierwszy to był 2015 rok, gdzie wcześniej zachorowałem na dość poważną chorobę. Później nastąpił rozwód, walka w sądzie o dziecko. Tysiące takich rzeczy. I to mnie totalnie załamało” — powiedział w programie. Jego relacja wskazuje, że nie pojedyncze wydarzenie, lecz kilka trudnych spraw następujących po sobie sprawiło, że tamten okres zapamiętał jako wyjątkowo obciążający.
Drugim przełomowym momentem była dla niego pandemia. Gdy działalność artystyczna została mocno ograniczona, Wilewski, jak sam mówił, został „bez planu na życie”. W tym czasie podjął pracę jako ochroniarz w bloku. Podczas nocnych zmian zaczął nagrywać wideoblog. Była to forma utrzymywania kontaktu z widzami w okresie, gdy jego zwykła aktywność zawodowa nie mogła przebiegać tak jak wcześniej.
Do stand-upu aktor doszedł po doświadczeniach związanych z pierwszym z tych trudnych okresów. Jak opowiadał, początkowo nie interesował się szczególnie tą formą występu. Zaczynał od nagrywania własnych przemyśleń podczas spacerów, a później spisywał je i rozwijał. Z czasem osobiste doświadczenia oraz porażki stały się częścią materiału, z którym wychodzi na scenę.
„Całe życie uwielbiałem bawić ludzi, naprawdę. Teraz, robiąc stand-up, martwię się, kiedy się nie śmieją” — przyznał. Dodał, że cieszy go, gdy publiczność śmieje się z jego porażek. „Stand-up jest jedyną formą, gdzie można zrobić karierę na swoich porażkach” — stwierdził. W ten sposób opisał podejście, które pozwala mu opowiadać o własnych doświadczeniach z innej perspektywy, bez ukrywania ich trudnego charakteru.
Wilewski nadal łączy pracę aktorską z występami komediowymi i pracą nad książką. W wywiadzie nie podał szczegółów dotyczących publikacji ani nie ujawnił bliższych informacji o sprawach z życia prywatnego. Opowiedział natomiast o tym, jak choroba, rozwód, sprawa sądowa i zawodowa niepewność w czasie pandemii wpłynęły na jego życie, a także o tym, że część tych doświadczeń znalazła miejsce w jego scenicznym materiale.




