Marek Kondrat nie kryje sceptycyzmu wobec serialowej adaptacji „Lalki”, dostępnej na Netfliksie od 16 września. Polski aktor, który po 16 latach przerwy wraca na duży ekran w kinowej wersji powieści Bolesława Prusa, w rozmowie z tygodnikiem „Polityka” jasno ocenił konkurencyjną produkcję. Jego słowa zwróciły uwagę nie tylko na różnice między dwiema ekranizacjami klasyki, lecz także na nadchodzący powrót jednej z najbardziej rozpoznawalnych postaci polskiego kina.
Kondrat zagra Ignacego Rzeckiego w filmie „Lalka” w reżyserii Macieja Kawalskiego, którego premiera kinowa została zapowiedziana na 30 września. W obsadzie znaleźli się także Marcin Dorociński jako Stanisław Wokulski oraz Kamila Urzędowska w roli Izabeli Łęckiej. Produkcja ma stawiać na rozmach, kostiumy, scenografię odtwarzającą dawną Warszawę oraz bliskość literackiemu pierwowzorowi.
Wypowiedź Kondrata dla „Polityki” jest zdecydowana. Aktor przyznał, że sprawdził tylko początek serialu Pawła Maślony. „Obejrzałem pierwszy odcinek i to wszystko, co mogę zrobić dla tego serialu. Intelektualnie nie wytrzymuje próby zestawienia go z oryginałem Prusa” — powiedział.
Sześcioodcinkowa „Lalka” Pawła Maślony, dostępna na Netfliksie, nie jest przedstawiana jako dosłowne odtworzenie szkolnego kanonu. Twórcy wprowadzili do opowieści humor, ironię i motywy kryminalne. Serial koncentruje się na ambicjach oraz obsesjach bohaterów, a także na nierównościach między biednymi i bogatymi. Główne role w tej wersji zagrali Sandra Drzymalska i Tomasz Schuchardt.
To odmienne podejście do materiału literackiego stało się punktem wyjścia do komentarza Kondrata. Polski aktor zaznaczył, że film Macieja Kawalskiego również nie będzie w stanie zawrzeć całego bogactwa powieści Prusa. Broni jednak kierunku wybranego przez ekipę kinowej adaptacji i podkreśla, że nie zamierza ona deformować sensu oryginału.
„Nie chcę przez to powiedzieć, że nasza ‘Lalka’ przedstawi cały zamysł powieści, ale go nie zniekształci. Pytania o tzw. wolność twórczą wydają mi się bezzasadne. Niech każdy sam sobie odpowie, kto tu jest twórcą, a kto wolnym twórcą. Ja trzymam się zasady traktowania widza na swoim poziomie. To wydaje mi się uczciwe” — stwierdził Kondrat w wywiadzie dla „Polityki”.
Spór o granice interpretacji klasyki regularnie powraca przy dużych ekranizacjach. W tym przypadku uwagę przyciąga fakt, że widzowie dostają niemal równolegle dwie produkcje inspirowane tą samą książką, ale proponujące inny język filmowy i inną perspektywę na postacie stworzone przez Prusa. Dla show-biznesu Polska to także interesujące zestawienie obsad, w których spotykają się cenieni polscy aktorzy różnych pokoleń.
Najważniejszym elementem kinowej „Lalki” jest powrót Marka Kondrata do filmu po 16-letniej przerwie. Aktor wciela się w Ignacego Rzeckiego, subiekta i bliskiego przyjaciela Wokulskiego. To jedna z kluczowych postaci powieści, a udział Kondrata wzmacnia gwiazdorski charakter projektu.
Pierwsze opinie o filmie Macieja Kawalskiego, przywołane przez WP Film, są pozytywne, choć nie pozbawione zastrzeżeń. Karolina Stankiewicz z WP Film zwróciła uwagę na wizualną stronę widowiska, obsadę oraz rolę Marcina Dorocińskiego. „Nowa ‘Lalka’ wygląda znakomicie, imponuje gwiazdorską obsadą i ma w Marcinie Dorocińskim wspaniałego Wokulskiego. Maciej Kawalski stworzył pełnokrwiste kino, z którego wychodzi się z poczuciem uczestnictwa w prawdziwym filmowym wydarzeniu. Szkoda tylko, że jego adaptacja chwilami ugina się pod ciężarem powieści Prusa i wszystkiego, czego nie chciała z niej porzucić” — oceniła dziennikarka.
Głos Kondrata pokazuje, że jedna z najgłośniejszych polskich premier filmowych budzi emocje jeszcze przed wejściem do kin. Aktor nie pozostawił wątpliwości, że bliższa jest mu adaptacja szanująca konstrukcję i sens literackiego pierwowzoru. Ostateczną ocenę obu wersji „Lalki” przyniosą reakcje widzów oraz dalsze recenzje.




